poniedziałek, 28 stycznia 2013

Mówię "nie" wahaniom wagi



Założyłam sobie cel, który chce osiągnąć w rok. I jak nigdy dotąd wierzę, że osiągnę. Koleżanka zapytała mnie, czy nie przeraża mnie trochę, że to tak długo. Nie przeraża mnie, ponieważ z każdym kilogramem mniej będę czuła się lepiej i już w połowie swojej drogi będę zadowolona z efektów. Ponadto - będzie to trwało długo, ale odchudzam się po raz ostatni !!!. Jaka to miła perspektywa :) Takie mam postanowienie, i jednodniowe porażki, małe potknięcia nie wpłyną na nie. Mam na to wielką nadzieję, bo nie ma nic gorszego niż chudnąć po parę kilo i wracać do starej wagi.

 Jeżeli kilkakrotnie udało ci się schudnąć kilka lub więcej kilogramów, ale niestety powróciły one z nawiązką ( wystąpiło to, czego boimy się najbardziej – efekt jo-jo ), możesz zauważyć, że w chwili gdy ważysz tyle samo co przed odchudzaniem Twoje ciało wygląda inaczej. Jest mniej jędrne, jest miękkie,  pojawiły się „ boczki” których kiedyś nie było, fałdka na podbrzuszu jest większa, pojawiły się one również na plecach, a gdy uniesiesz ramiona uwidaczniają się wiszące poduszeczki. Co jest tego przyczyną?

W trakcie odchudzania tracimy przede wszystkim tłuszcz, ale także tzw. tkankę beztłuszczową – wodę i mięśnie, tkankę łączną. Jest to niestety uboczny efekt odchudzania. Powiedzmy że schudliśmy 5 kg – 4 kg tłuszczu i 1 kg mięśni. Jeżeli nie uda nam się utrzymać tego efektu – odzyskujemy 5 kg – ale niestety czystego tłuszczu ! Kilogram mięśni, który wpływał na kształt i jędrność naszego ciała znika bezpowrotnie (chyba, że odzyskamy go ćwicząc ). Jeżeli odchudzamy się wielokrotnie i tyjemy na przemian, nasze ciało może być uboższe o kilka kilogramów mięśni, tkanki łącznej , wody w stosunku do wartości wyjściowej. Zmienił się nasz skład ciała – procentowo przybyło tłuszczu, ubyło beztłuszczowej masy ciała, nic więc dziwnego że nasza sylwetka wygląda dużo gorzej.

Dlatego zrobię wszystko, aby tym razem to co tracę nie wróciło. Wiem , że bez ruchu się nie da. Acha, nie pochwaliłam się, wczoraj ćwiczyłam i dzisiaj mam zakwasy :)

czwartek, 24 stycznia 2013

Waga

Wchodzić codziennie czy co tydzień? A może lepiej raz w miesiącu albo schować ten sprzęt do szafy i mierzyć się w obwodach? Specjaliści od odchudzania, trenerzy fitness w swoich publikacjach maja różne zdania na ten temat. Ja też nie do końca jestem przekonana , jak powinno się postępować w trakcie odchudzania, skłaniam się do poglądu, że raz w tygodniu - ale sama robię to codziennie. Codzienne ważenie niesie za sobą pewne pułapki - wahania wagi mogą zależeć od wielu czynników, które powodują większe lub mniejsze zatrzymanie wody w organizmie. Szczególnie u kobiet, szczególnie po czterdziestce, szczególnie z zaburzeniami hormonalnymi. No i oczywiście zależy to również od fazy cyklu miesiączkowego, niektóre tuż przed miesiączka mogą zgromadzić nawet 2 kg wody. Zjedzenie słonych potraw, na przykład kiszonych ogórków, które prawie kalorii nie mają, może spowodować np. pół kilo więcej następnego dnia na wadze, oczywiście nie jest to tłuszcz. Ja miałam próbkę tego w środę, dzień gdy powinnam wpisać moją wagę do bloga, ale zrobiła mi ona numer i pokazała prawie kilogram więcej niż poprzedniego dnia. Dzisiaj, po dniu warzywnym, jest 2 kg mniej na wadze niż w środę, oczywiście nie jest to możliwe, żeby były to wahania tkanki tłuszczowej, tylko woda ! Myślę, że powinnam wyciągać średnią z 3 kolejnych pomiarów, wtedy będzie to bardziej miarodajne.
Myślę, że jeżeli wchodzenie na wagę wiąże się z dużymi emocjami i gdy po wyniku który nas nie zadowala mamy zepsuty humor na cały dzień i tracimy motywację, lepiej wchodzić rzadziej. Ja ważę się codziennie i nauczyłam się już nie "łapać doła" gdy waga pokazuje więcej, mimo że nie grzeszyłam poprzedniego dnia. A jak pokazuje mniej, nawet 100g, cieszę się jak dziecko.



wtorek, 22 stycznia 2013

Między posiłkami

Jedną z reklam, która mnie denerwuje jest taka, gdzie promuje się jedzenie pewnych batoników "między posiłkami" - ta w której lodówka spada z sufitu, wyjątkowo głupia. Promują paskudny nawyk, który jest przyczyna nadwagi wielu osób, między innymi mojej. U osób świadomych żywieniowo najczęściej nie posiłki sa problemem, tylko to co trafia do ust między nimi. To, co zjedzone w biegu, przy okazji, mimochodem. Aby to udowodnić, można przeprowadzić test. Jeżeli zapytałabym Cię o Twoje główne posiłki w wczoraj, bez trudu można to sobie  przypomnieć. Gorzej było by gdyby trzeba było wypisać to, co się zjadło między posiłkami. Trzy cukierki czy cztery? Dwie śliwki czy trzy, pięć? Garść orzeszków w trakcie oglądania TV czy więcej?
Dlaczego tak się dzieje, ze w pamięci zostają główne posiłki a przekąski z niej ulatują? Jeżeli siadamy aby zjeść w określonym, zwyczajowym miejscu nasz mózg rejestruje to jako regularny posiłek. Jeszcze lepiej gdy spożywany jest w spokoju, bez zbędnych rozproszeń typu oglądanie telewizji, czytanie gazety czy malowanie się przy śniadaniu. Należy pamiętać, że w procesie jedzenia nie uczestniczy tylko przewód pokarmowy, ale również nasze zmysły: wzrok, węch , czucie  a nawet słuch – inaczej odbierany jest pokarm twardy i chrupiący, inaczej miękki czy płynny.
Przekąska zjedzona w biegu, próbowanie podczas gotowania, zjadanie resztek po dzieciach - przez mózg nie jest odbierany jako posiłek, natomiast może to być pokaźna ilość dodatkowych kalorii.
Gdy spisuję wieczorem co zjadłam, z głównymi posiłkami nie mam problemu. Natomiast nad rubryką  "podjadanie, przekąski" siedzę ładnych parę minut i jak się potem okazuje i tak nie wpiszę wszystkiego, nie ze złej woli, ale dlatego że mój mózg tego nie zapamiętał. Na przykład wczoraj się zdziwiłam, że kupiłam mandarynki, sporo już zniknęło, przypomniałam sobie że je jadłam, a w dzienniczku są zapisane tylko dwie chyba. Ocenia się, że pacjent w gabinecie dietetycznym zaniża ilość zjedzonych pokarmów o co najmniej 1/4 - może to być prawdą, gdyż w jego świadomości tej 1/4 po prostu nie ma.
Świadome jedzenie, w określonych miejscach, z talerza, jak człowiek, jest jednym z moich celów.
 

niedziela, 20 stycznia 2013

Mały sukces :)

Ćwiczyłam :) Pełne 45 minut, 40 z programem Ewy Chodakowskiej na You Tube ( to teraz najbardziej popularna trenerka - instruktorka fitness, wiem to od córki która jest na bieżąco, bo dużo ćwiczy ). Potem jeszcze kilka minut pilatesu - ćwiczenia które pamiętam. Jestem z siebie bardzo dumna, tuż po byłam taka szczęśliwa, że chciałam się zobowiązać ćwiczyć 5 dni w tygodniu, całe szczęście, że nie miałam czasu podejść do komputera bo bym się nieźle wkopała ! Zostaję przy 2 razy w tygodniu, a jak z rozpędu uda mi się więcej to ok.
Potem gotowałam obiad dla rodziny, dziś była lazania - nie dietetyczna tylko taka "normalna", mozarella, beszamel i te sprawy. Zjadłam 100g - to bardzo mały kawałek, wielkości talii kart - a potem sprawdziłam kaloryczność  - około 350 kcal ( taka typowa, swojej nie liczyłam ). Normalnie jadłam 3-4 razy taką ilość!
Pamiętając poprzedni poniedziałek i moja porażkę, zaplanowałam jedzenie na jutro - przygotowałam zupę żebym miała coś do zjedzenia jak wrócę wieczorem. Na śniadanie owsianka z truskawkami, potem twarożek i jabłko i coś jeszcze - zaraz pomyślę.
Jutro się nie ruszę od zakwasów :)

sobota, 19 stycznia 2013

Ćwiczenia

Już wiem że się nie wyrobię z ćwiczeniami - każdego tygodnia miałam ćwiczyć dwa razy co najmniej 45 minut, tydzień liczę od poniedziałku do niedzieli. No i jeszcze nic nie zrobiłam. To znaczy owszem, przygotowuję się mentalnie - wydrukowałam sobie plan w klubie do którego mam pójść, sprawdziłam w jakich godzinach jest otwarty basen, a wczoraj ze 2 godziny oglądałam na Allegro narty do biegania, znam już różnice między biegowymi i śladowymi :), ceny i opinie. Nie wiedziałam że posuwanie na takich nartach jest tak trudne! Przejrzałam też na You Tube filmiki z ćwiczeniami popularnej ostatnio trenerki, czy dam radę. Jestem więc w fazie przygotowań, ale źle mi z tym że nie wypełnię zadania. Pamiętam okres, gdy regularnie z córką chodziłam 2 razy w tygodniu na pilates i streching, czułam się super, a teraz tak trudno mi się wziąć w garść. Jutro coś zrobię - ale to będzie 1 raz, a w następnym tygodniu postaram się nadrobić ten drugi raz, zaległy. Proszę Was, rozliczcie mnie z tego !

piątek, 18 stycznia 2013

Odchudzanie mężczyzny i kobiety

Obserwując odchudzających się pacjentów można zauważyć diametralne różnice w zależności od płci. Mężczyźni , jeżeli podejmują to wyzwanie, prawie zawsze osiągają sukces, szybciej widać efekty i prostą drogą dążą do celu. Poza fizycznymi różnicami w budowie ciała ( większa masa mięśniowa a więc szybszy metabolizm ) różnice są w podejściu do zadania. Gdy mężczyzna podejmuje decyzję o odchudzaniu, cały świat wokół niego musi się temu podporządkować. On ma zadanie do wykonania, i wszystko co staje na drodze trzeba usunąć, a nie się dostosować. Wszyscy w domu muszą zmienić sposób jedzenia. Jeżeli teściowa zaprasza na obiad, ma być on dostosowany do wymogów diety. Słodycze i inne pokusy znikają z domu, w końcu dla dzieci też jest to zdrowe. Do tej pory nie jadł w pracy, ale nie ma problemu, zrobi sobie przerwę, klienci i szef poczekają. A kobieta - gdy zbieram wywiad i pytam czy lubi np. ryby słyszę : "uwielbiam, ale nie jem, bo mąż i dzieci nie lubią". Słodycze - zawsze w domu są bo dzieci i mąż lubią, przecież "oni nie muszą się odchudzać, nie będę przez moje odchudzanie robić im przykrości". Kobieta gotuje dwa obiady, w pracy nie może odejść od zajęć aby jeść, mimo że inni robią sobie przerwę. Odchudza się, starając się nie zakłócać ustalonego porządku w swoim otoczenia, nie lubi robić kłopotu.
Nigdy nie stawia swojej diety na pierwszym miejscu, stara się dostosować i nie wymaga aby ktoś dostosował się do niej.


Ponadto mężczyźni najczęściej wraz z dietą od początku zwiększają aktywność fizyczną, nie mają oporów aby pójść na basen czy siłownię. Kobieta – często czuje się skrępowana tym, że nie wygląda na tyle dobrze by wystąpić w kostiumie czy obcisłym stroju do ćwiczeń. Dopiero po pewnym czasie, gdy schudnie kilka kilo i wzmocni poczucie własnej wartości decyduje się na sport.
Myślę, że gdyby kobiety "po męsku" podchodziły do sprawy odchudzania, stawiały to zadanie wysoko na liście swoich priorytetów, częściej osiągały by sukces i rzadziej przerywały by ten proces w połowie drogi.

czwartek, 17 stycznia 2013

Radość:)

Nie zdawałam sobie sprawy, jaką siłę daje mi pisanie tego bloga i tego, że to czytacie. Mam podgląd na statystyki i gdy widzę, że dziś było już 111 odsłon, to czuje, że nie mogę zawieść. Dziś udostępniłam swój adres na facebooku, chociaż przyszło mi to z trudnością, nie jest łatwo tak do końca się odkryć, z imienia i nazwiska. Jedzenie jest czynnością intymną, szczególnie dla osób które maja z tym jakiś problem, a jedzenie nie jest tylko prostym dostarczeniem wartości odżywczych. Dla osób jak ja jedzenie wiąże się z różnymi emocjami, takimi jak radość, miłość, poczucie bezpieczeństwa, przyjemność, ale także  poczucie winy, wstyd, bezradność, niechęć, żal, smutek i złość. Psychologowie oprócz wpisywania do dzienniczka tego co jemy zalecają spisywanie swoich uczuć w ciągu dnia, aby znaleźć związek między emocjami a nadmiernym jedzeniem. Wtedy często okazuje się , że osoby z nadwagą często nie potrafią nazwać tego co czują w danym momencie, nie potrafią odróżnić pewnych stanów emocji. Ja tez mam chyba taką trudność choć przyznam się, że rzadko się nad tym zastanawiam. Ale teraz czuję radość że jesteście ze mną i zadowolenie, że się trzymam!